Spółka Wody Polskie wiedziała o martwych rybach w Odrze 26 lipca. Zakaz kąpieli w rzece wydano dopiero 10 sierpnia

fot. Twitter / Ratownictwo Wodne Rzeczpospolitej Oddział We Wrocławiu

Nie milkną echa katastrofy ekologicznej na rzece Odra, gdzie wyłowiono tony śniętych ryb. Prezes spółki Wody Polskie przyznał, że pracownicy Wód Polskich dostali sygnały o problemie 26 lipca. Mimo to, ukrywano te informacje przed opinią publiczną.

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu bada sprawę śniętych ryb w Odrze od chwili otrzymania pierwszego zgłoszenia pod koniec lipca. Niepokojące zjawisko zaobserwowano m.in. w okolicach Oławy i Wrocławia. Wędkarze wyłowili tam co najmniej kilka ton martwych ryb.

Prezes państwowej spółki Wody Polski potwierdził, że pracownicy wiedzieli o problemie od kilku tygodni. – Pracownicy Wód Polskich RZGW we Wrocławiu dostali sygnały o tym, że w okolicach Oławy jest bardzo dużo śniętych ryb, 26 i 27 lipca br. Pojechali tam na miejsce […] i bezzwłocznie zawiadomili Policję i przede wszystkim GIOŚ we Wrocławiu – powiedział Przemysław Daca.

Mimo to spółka o zagrożeniu poinformowała dopiero 10 sierpnia, gdy o sprawie zaczęły mówić media. Tego dnia Wody Polskie zaapelowały o niewchodzenie do Odry, zarówno ludzi, jak i czworonogów. Wrocławskie MPWiK zapewnia, że woda w kranach nie jest zatruta. Sprawę tego, skąd toksyna wzięła się w wodzie bada policja.

Politycy opozycji domagają się dymisji osób odpowiedzialnych za katastrofę. „Panie premierze Morawiecki, czy już zostali zdymisjonowani ludzie odpowiedzialni za brak działań po katastrofie ekologicznej na Odrze. Gdyby zapominał pan, kto za to odpowiada to podpowiem: ministrowie Marek Gróbarczyk (wody), Jacek Ozdoba (monitoring środowiska), Prezes Daca (Wody Polskie)” – napisał Stanisław Gawłowski z KO.

Źródło: Onet.pl