Poseł PiS narzeka na wyjazd do Wietnamu za pieniądze podatników. „Nie widziałem nawet morza”

Lech Kołakowski, fot. gov.pl

Poseł PiS Lech Kołakowski wybrał się na przełomie maja i czerwca do Wietnamu, aby umacniać polskie stosunki z komunistycznym krajem. Za jego służbową podróż podatnicy zapłacili ponad 48 tys. zł, ale polityk jest rozczarowany pobytem.

Dziennik „Super Express” opisał podróż Lecha Kołakowskiego, posła PiS i wiceministra rolnictwa, do Wietnamu. 31 maja polityk poleciał do Azji z dwoma innymi posłami z Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej – Tomaszem Latosem (PiS) oraz Pawłem Bejdą (PSL). Kołakowski do Polski wrócił czwartego, Latos piątego, a Bejda szóstego czerwca.

„Wiceminister rolnictwa za swą bazę wypadową obrał pięciogwiazdkowy Melia Hotel Hanoi ze SPA, centrum fitness, trzema restauracjami i dwiema salami balowymi” – opisuje gazeta. Koszt wyjazdu Lecha Kołakowskiego do Wietnamu to ponad 48 tys. zł. Składa się na niego koszt biletu lotniczego, hotelu, polisy ubezpieczeniowej, diet oraz tłumaczenia. Koszty delegacji Latosa i Bejdy wyniosły odpowiednio 21 tys. zł i 20 tys. zł, czyli znacznie mniej niż wiceministra.

Mimo rozmachu Kołakowski nie jest zadowolony z wyjazdu. – Gdzieś tam z daleka widziałem morze. Nie byłem na plaży. Nic nie zwiedzaliśmy. To było wyładowane spotkaniami. Ale jadłem zupę z małych węgorzy – podkreśla poseł, który wrócił do klubu PiS po ponad pół roku od odejścia, za co otrzymał intratną posadę w państwowym banku BGK.

Źródło: „Super Express”