Afera w polskim judo. Powstało ponad 100 fikcyjnych klubów, aby przegłosować kolejną kadencję obecnego prezesa?!

Zdjęcie ilustracyjne, fot. Wikimedia

Dwa tygodnie temu Jacek Zawadka został wybrany na kolejką kadencję Polskiego Związku Judo. Jego kontrkandydat Krzysztof Wiłkomirski twierdzi, że wybory nie były uczciwie, bo brało w nich udział wiele klubów, które powstały kilka miesięcy temu.

Na medal olimpijski w judo czekamy od 25 lat. Wtedy to, w Atlancie złoto wywalczył Paweł Nastula, a srebro Aneta Szczepańska. Ostatnich igrzysk polscy judocy również nie zaliczą do udanych. Byli olimpijczycy oficjalnie krytykowali ostatnią kadencję prezesa Zawadki i apelowali o zaprzestanie ubiegania się o reelekcję.

Apele nie przyniosły sutku, ponieważ Jacek Zawadka nadal pozostanie prezesem PZJ. Jego kontrkandydat Krzysztof Wiłkomirski twierdzi, że wybory nie były przeprowadzone prawidłowo. Prezesa związku wybierają przedstawiciele klubów, niezależnie od tego, jakimi sukcesami mogą się pochwalić. – Pięć lat temu w wyborach na prezesa związku oddano 229 głosów. W tym roku aż 362. Z tego wynika, że od poprzednich wyborów powstały przynajmniej 133 kluby – przytacza fakty Wiłkomirski.

Jego zdaniem na potrzeby wyborów druga strona założyła kilkadziesiąt fikcyjnych klubów czy fundacji, które nie prowadzą w rzeczywistości szkolenia judo, ewentualnie organizują zajęcia w przedszkolach. – Nie ma takiej możliwości, aby były to prawdziwe kluby judo ze szkoleniem, tym bardziej, że w żadnym wypadku nie przekłada się to na poziom naszej dyscypliny. To są w większości kluby-widma – mówi były olimpijczyk.

Wielu z przedstawicieli nowych klubów poparło dotychczasowego prezesa. On sam nie widzi w tym niczego dziwnego. – Przypominam, że szkolenie od stycznia tego roku w związku z przepisami covidowymi miały prawo prowadzić tylko klubu zarejestrowane w Polskim Związku Judo, co spowodowało duży napływ nowych klubów do wszystkich polskich związków sportowych – mówi Zawadka.

Źródło: Sport.pl